Jedną z najważniejszych zasad, które obowiązują na każdej mojej lekcji, jest rewizyta do wcześniejszych treści. To również jedno z pierwszych zdań, które usłyszycie ode mnie podczas warsztatów FLOW.

 (Z punktu widzenia neurodydaktyki (czyli tego, jak mózg realnie tworzy i utrwala ślady pamięciowe) łączenie NOWYCH treści z wcześniej wprowadzonymi nie jest „miłym dodatkiem”, tylko warunkiem tego, żeby Twój uczeń utrwalił materiał w pamięci długotrwałej, umiał go przywołać w sytuacji komunikacyjnej i nie mylił podobnych struktur.

Bo w dobrej metodyce nauczania nie chodzi o to, żeby iść do przodu i biec z materiałem. Nie chodzi o dokładanie kolejnych tematów jak klocków na coraz wyższą wieżę. Chodzi o łączenie nowego z tym, co dzieci już znają. O budowanie mostów.

To właśnie dlatego na KAŻDEJ LEKCJI, ZAWSZE wracam do wcześniejszych treści.

W tym materiale NOWYM są possessives, a STARYM — owoce, zwierzęta i przedmioty codziennego użytku, przy okazji wracam też do użycia to be i have got. I właśnie na tym przykładzie pokażę Wam, jak przy okazji naprawdę trudnego dla uczniów zagadnienia — bo tak, possessives są trudne i abstrakcyjne — można stworzyć lekcję, która jest jednocześnie skuteczna, lekka i naturalna.

I tu kolejny raz z pomocą przychodzi kapibara Barbara Barbara, tym razem z gronem swoim zwierzęcych przyjaciół. Bo czasem to właśnie najbardziej niepozorne elementy — piosenka, znane słownictwo, wywołująca zainteresowanie postać (aktualnie dzieci lubią kapibary ) — robią największą robotę dydaktyczną.

Pracę z piosenką zaczynam od upewnienia się, że moim uczniowie znają kluczowe słownictwo w niej zawarte, w  przypadku są to nazwy zwierząt i owoców. Do tego służą nam karty obrazkowe. I nie bez powodu: karty obrazkowe to jeden z najlepszych materiałów wizualnych, jakie możemy mieć na lekcji, zarówno pracując z w maluchami, jak i podczas pracy ze starszymi uczniami. 

W drugim kroku dzieci słuchają piosenki po raz pierwszy, ale nie chcę, żeby ją „wdziały” – zamrażam ekran tablicy interaktywnej albo korzystam z nagrania mp3. Ich zadaniem jest ułożenie kart obrazkowych tak, aby ilustrowały treść piosenki. Muszą więc wysłyszeć, jakie zwierzę ma jaki owoc. To nie jest bierne słuchanie w tle — to aktywne, uważne odbieranie informacji.
W zależności od tego, w jakich warunkach pracujesz, możesz rozłożyć karty na podłodze albo przyczepić je magnesami do tablicy.

Forma nie jest tu najważniejsza. Liczy się proces: dzieci muszą same zobaczyć, co do kogo należy. I dokładnie w tym momencie zaczynają intuicyjnie łapać sens possessives — jeszcze zanim poznają jakąkolwiek regułę.

Słuchamy piosenki po raz drugi, sprawdzamy czy w poprzednim zadaniu uczniowie ułożyli karty prawidłowo, a dodatkowo wprowadzam małe, żółte karty wyrazowe z possessives.  Zatrzymuję nagranie po każdym zdaniu, a zadaniem dzieci jest ułożenie zdania z kart, dokładnie tak, jak widzicie to na obrazku. Uczniowie SŁYSZĄ i WIDZĄ nową strukturę, MANIPULUJĄ kartami po to, żeby było jak najmniej abstrakcji i jak najwięcej KONKRETU, bo tylko wtedy possessives staną się logiczne. 


Czas na utrwalenie z wykorzystaniem kart pracy. Dopiero w tym momencie — kiedy dzieci już wizualnie widzą, o co chodzi w possessives i czym różni się MY od MINE — zaczynamy świadomie pracować z formą. Nie wcześniej.

Najpierw sens.
Potem struktura.
Na końcu automatyzacja.

Celowo w prawym górnym rogu karty pracy umieściłam wszystkie formy possessives. To taka mała, wizualna ściąga, która ma być zawsze „pod ręką”. Uczniowie mogą zerknąć, sprawdzić, upewnić się. Ale tylko na początku. Po wykonaniu pierwszego zadania… tę ściągę zasłaniamy. Bo moim celem nie jest to, żeby dzieci umiały COŚ ODCZYTAĆ. Moim celem jest to, żeby próbowały to PRZYWOŁAĆ z pamięci.

Utrwalenie musi zadziać się podczas lekcji, ale musi też zadziać się w domu. Korzystamy z zadań na wordwall, te same zadania udostępniam uczniom do samodzielnej pracy w domu.

Czas na AUTOMATYZACJĘ, czyli stan, w którym uczeń używa danej struktury i słownictwa „z automatu”, bez zastanowienia się. Automatyzacja nie zadzieje się na pierwszej, drugiej czy nawet trzeciej lekcji. Trzeba czasu, wielokrotnych, szybkich powtórek. Małe porcje, ale dużo powrotów – to forma, która sprawdza mi się najefektywniej. Dlatego drukuję i laminuję te wszystkie karty, które tu widzicie. Nie wykorzystuję wszystkich na jednej lekcji, tylko wracam do nich kilka, a w zasadzie kilkanaście razy w ciągu roku. Karty przygotowałam w dwóch działach tematycznych. Pierwszy to owoce i zwierzęta. 

A drugi to przedmioty codziennego użytku i trochę ubrań. Łączenie nowego ze starym naturalnie robi „spaced retrieval”, a to walczy z krzywą zapominania. Rozłożone w czasie powtórki są skuteczniejsze niż „zbicie” wszystkiego w jednym bloku. Setki badań pokazują, że powtórki rozłożone w czasie podnoszą retencję w porównaniu z tzw. massed practice, czyli uczenie się w tzw. blokach, które niestety ma się świetnie w naszym systemie, nie tylko na lekcjach angielskiego.

Tak, dobrze widzicie. Karty zawierają obrazki, ale również słowa zapisane po polsku. Wplatanie języka ojczystego (L1) do nauki języka obcego (L2) ma sens nie jako „tłumaczenie wszystkiego”, tylko jako celowa strategia dydaktyczna. Kontrolowane używanie może poprawiać rozumienie, jakość przetwarzania i tempo pracy – bez konieczności rezygnowania z dużej ekspozycji na L2. To ważne szczególnie wtedy, kiedy pracujecie z dziećmi, które mają ograniczone zasoby językowe w L2, L1 działa jak „pomost”: pozwala szybko wyjaśnić sens. A żeby zapamiętać i świadomie używać danego słowa, trzeba znać jego znaczenie. 

Lepiej pamiętamy to, co SAMI zrobiliśmy, niż to, co tylko zobaczyliśmy lub usłyszeliśmy. Dlatego mam też puste karty, a rolą ucznia jest wymyślenie ich treści, by pojawił się tzw. EFEKT WYKONANIA. Twój uczeń może być „aktywny” podczas lekcji. Może słuchać, nie przeszkadzać, zaznaczać, przepisywać, powtarzać za nauczycielem. To wszystko jest ważne i potrzebne. Ale żeby zapamiętać, musi coś WYMYŚLIĆ, SKONSTRUOWAĆ samodzielnie zdanie,  musi coś wydobyć ze swojej pamięci, czyli PRZYPOMNIEĆ sobie. I to ma się zadziać z wykorzystaniem tych kart. Uczniowie przygotowują je podczas lekcji samodzielnie lub w parach, następnie wymieniają się kartkami z innym uczniem / inną parą. Ważnym, kolejnym etapem jest jeszcze ANALIZA i OCENA, czy dany uczeń rozwiązał przygotowaną przez nich kartę dobrze i udzielenia informacji zwrotnej. 

Przy okazji poprzedniego wpisu z piosenką i Kapibarą sygnalizowałam, że odpowiedzialność za postępy Twojego ucznia nie zależy wyłącznie od Ciebie. Oczywiście to jak poprowadzę lekcję i to, ile ekspozycji na język, ile rewizyt do wcześniejszych treści na mojej lekcji się znajdzie ma duże znaczenie. Ale praca własna ucznia, jego kontkat z językiem z lekcji po jej zakończeniu ma równie duże znaczenie. Dlatego udostępniam moim uczniom interaktywne genially, gdzie oprócz nagrania piosenki znajdują interaktywne quizy i fiszki do utrwalania w domu. Powyższy film pokazuje co ta prezentacja ma w środku, a w tle usłyszycie piosenkę o Kapibarze.

Skuteczna nauka nie polega na przyspieszaniu, tylko na wracaniu. Na powtórkach, na manipulowaniu językiem, na myśleniu, na tworzeniu. Na dawaniu uczniom przestrzeni do działania – a nie tylko do słuchania. Bo język nie utrwala się od patrzenia. Język utrwala się od UŻYWANIA i DZIAŁANIA.

Materiał Capibara & friends dostępny jest TU.